IIFYM - czy na pewno dieta cud?

IIFYM już od jakiegoś czasu cieszy się popularnością. W zasadzie przez niewłaściwą interpretację została okrzyknięta dietą „jesz co chcesz” – to jednak nie do końca tak… Na czym polega system i jaka jest druga strona medalu?

Każdy chciałby jeść dosłownie wszystko na co ma ochotę i jednocześnie cieszyć się rezultatami, prawda? Jesz co chcesz, a forma fizyczna rośnie. Wiele osób właśnie w taki sposób postrzega IIFYM, co wynika z dezinformacji, braku podstawowej wiedzy na temat odżywiania i działania organizmu (wraz z jego potrzebami). Do pewnego stopnia możesz jeść „wszystko” – nie znaczy to jednak, że umieścisz fast foody w rozpisce żywieniowej i wszystko będzie OK na dłuższą metę.

Dlaczego masz mylne wyobrażenie o IIFYM?

Zacznijmy od tego, że w Polsce (choć nie tylko) dieta IIFYM, czyli „If It Fits Your Macros”, posiada sporą rzeszę zwolenników. Dlaczego? Właśnie z tego powodu, że przypięto jej łatkę skutecznej, ale luźnej diety, w której można poruszać się w zakresie wyliczenia makroskładników i kalorii. W skrócie: Póki wpasowuje się w ustaloną ilość kalorii i składników, to wszystko jest w porządku.

Idąc tym tropem, wiele osób zainteresowanych czy stosujących IIFYM nie rozpatruje danych grup składników rozbijając je na konkretne rodzaje. Zatem biorą pod uwagę wyłącznie kalorie, składniki energetyczne (węglowodany), tłuszcze i składniki budulcowe (białka). Wszystko zamyka się w ramach rachunku, czyli ich ilości.

My oczywiście wiemy, że dla organizmu to różnica czy spożyjemy np. fruktozę, czy węglowodany złożone. Podobnie, tłuszcze zawarte np. w oleju kokosowym, oliwie z oliwek, tłustych rybach czy oleju z wiesiołka w odmienny sposób zostaną odebrane przez organizm, aniżeli tłuszcze z ulicznego hamburgera, majonezu z marketu czy frytek smażonych na oleju palmowym. Będzie to też skutkowało innymi reakcjami w odpowiedzi na dany tym spożytego składnika.

Oczywiście istnieje coś takiego jak „cheat meal” i pragnąć rezultatów sportowych, albo sylwetkowych, można pozwolić sobie na odstępstwa. Niemniej jednak, jeśli myślisz, że oprzesz swoje żywienie na kiepskiej jakości produktach, nisko odżywczych i wysoko przetworzonych, a na dłuższą metę uzyskasz estetyczną sylwetkę (nie wspominając o zdrowiu i samopoczuciu), to jesteś w błędzie. To nie jest IIFYM w oryginalnym wydaniu.

Na co zwracać uwagę i jak powinien wyglądać system IIFYM?

Nie neguję pozytywnej roli wyliczeń i określania indywidualnego zapotrzebowania na kalorie oraz składniki pokarmowe – wręcz przeciwnie – uważam, że jest to jedna z kluczowych kwestii w dążeniu do lepszej sylwetki. Mimo wszystko produkty dostarczające niezbędnych makroskładników powinny cechować się jak najlepszą jakością i być bogato odżywcze.

Trzy główne składniki pokarmowe to nie tylko energia czy funkcje budulcowe. Produkty, z których korzystamy w diecie, powinny odpowiadać również na potrzeby organizmu względem choćby mikroelementów. Tym bardziej, że osoby chcące zmienić swoje ciało, aktywne fizycznie lub często chorujące wykazują na nie zwiększone zapotrzebowanie.

Z kolei stany niedoborowe negatywnie wpływają na samopoczucie, odporność, kondycję fizyczną, umysłową, a jednocześnie nierzadko odpowiadają za destrukcyjne procesy wyniszczające organizm. Tym samym utrudniają uzyskanie pożądanych rezultatów.

Oczywiście kolejny aspektem, na który należy zwrócić uwagę będzie to, żeby użyte produkty nie drażniły układu pokarmowego, trawiennego i odpornościowego. Powinny zatem być lekkostrawne i z niską zawartością alergenów. Jeśli borykacie się z nietolerancjami pokarmowymi, to takie również omijajcie szerokim łukiem – to wydaje mi się logiczne. Warto przemyśleć kwestię pod kątem składników antyodżywczych (np. lektyn).

Niewątpliwą zaletą IIFYM jest brak monotonii, jak w przypadku niektórych restrykcyjnych diet. Mamy sporą gamę produktów, którymi możemy żonglować w razie potrzeby, aczkolwiek z zachowaniem wyżej wymienionych elementów.

IIFYM w założeniu miało składać się z większości wartościowych produktów z miejscem na „wyluzowanie”, gdzie mogliśmy sobie pozwolić na coś mniej zdrowego, aby nie nakładać na siebie tak dużej presji i zachować komfort psychiczny. Mniej więcej miał to być stosunek 80% do 20% na korzyść odżywczej żywności.

Z biegiem czasu i tendencją do przeinaczania faktów oraz wyciągania z kontekstu, granice się zatarły, a system przybrał formę „jedz co chcesz, byleby pasowało do wyliczeń”. Jeśli nie jestem fenomenem genetycznym, to w dłuższej perspektywie tak błędnie interpretowany system nie przyniesie nic dobrego, a już na pewno nie estetyczną sylwetkę. Choć nawet osoby z wybitną genetyką na pewno skorzystałyby bardziej stosując się do oryginalnych założeń (chodzi o mniej odczuwalne skutki negatywne w ich przypadku).

Jeśli zadalibyście pytania czy właściwy IIFYM jest dobrą metodą, to odpowiedziałbym, że zależy to od organizmu danej osoby. Dieta dobierana jest indywidualnie do potrzeb, cech, stanu organizmu. Może być dobrym sposobem, ale nie musi – wszystko zależy od naszego podejścia. Mimo to ostrożność powinny zachować przede wszystkim osoby:

  • borykające się z licznymi alergiami i nietolerancjami pokarmowymi,
  • nie znające dobrze swojego organizmu,
  • z restrykcyjnymi zaleceniami klinicznymi, jeśli chodzi o spożycie konkretnych rodzajów składników,
  • z zaburzeniami odżywiania,
  • z zaburzeniami hormonalnymi,
  • ze słabą samodyscypliną,
  • z problemami trawiennymi i pokarmowymi.